www.molendys.alleluja.pl |
|||
![]()
|
|||
| Start Księga gości Napisz refleksję Kontakt dziś mamy dzięki Bogu 7 września 2010 | |||
PARTYCYPOWAĆ - ALE JAK![]() O EUCHARYSTII Zatroskany o szczęście człowieka Pan Bóg dał nam 10 drogowskazów do nieba, a wśród nich ten jeden: pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Zapewne wiedział jak wielki problem będzie miał człowiek z zachowaniem tego przykazania, skoro tylko przy tym jednym użył słowa pamiętaj. Nawet sam Napoleon mówił, że głowa bez pamięci jest jak twierdza bez załogi, a wszyscy doskonale znamy powiedzenie, że skleroza nie boli. Również Kościół zatroskany o dochowanie przez nas wierności przymierzu z góry Synaj nakazuje i precyzuje by w niedziele i święta we Mszy św. nabożnie uczestniczyć. A więc nie tylko do kościoła c h o d z i ć, nie tylko na Mszę św. c h o d z i ć, ale w niej u c z e s t n i c z y ć, partycypować i to nabożnie.Bardzo dawno temu, w 1215 roku w czasie soboru Laterańskiego IV, papież Innocenty III wypowiedział takie słowa: wierni mają obowiązek wyłącznie słuchania. Ta średniowieczna wizja, monopolizująca w pewnym sensie rolę kleru w Kościele przetrwała do XX wieku i pokutuje do dnia dzisiejszego. Pozostałością są te balaski, których obecnie zadaniem jest pomoc w przyjmowaniu Komunii św.; zaś kiedyś miały one odgradzać wiernych od prezbiterium, gdzie sprawowana jest przez kapłanów Najświętsza Ofiara. I jeszcze dzisiaj można zauważyć osoby, które zamiast uczestniczyć we Mszy św., odmawiają różaniec albo litanie do wszystkich świętych. W jednej ręce paciorki, w drugiej ręce książeczka i czasami tak się zamodlą, że gdyby ministrant nie zadzwonił, to by nawet nie zauważyli, że na ołtarzu Bóg się rodzi i umiera stając się Ofiarą, byśmy mieli pokarm na drogę do wieczności. Nie zauważyli by, że tu dokonuje się wielka tajemnica wiary. Zresztą niektórym nawet nie zależy ani na końcowym błogosławieństwie na cały nowy tydzień, ani na tym Boskim Pokarmie. Przyszli, aby się posilić, a odchodzą głodni. Przyszli z niczym, poszli z niczym. Przyszli smutni i strudzeni i tacy odeszli. Dzisiejsza scena z Ewangelii uczy nas spotkania z Bogiem. Zdawać by się mogło, że główną postacią jest paralityk. Prawdziwymi jednak bohaterami tej sceny są ludzie, którzy przynieśli sparaliżowanego i koniecznie chcieli, by mógł się spotkać z Jezusem. Uczynili wszystko, na co było ich stać. Wiara przyjaciół miała najistotniejsze znaczenie. Ewangelista podkreślił: Jezus, widząc ich wiarę podjął uzdrawiające zadanie. A więc Chrystus może dokonać cudu ze względu na wiarę otoczenia tego, kto potrzebuje uzdrowienia, kto potrzebuje pomocy. Oczywiście Chrystus nie wyklucza wiary samego zainteresowanego, niemniej podkreśla wiarę jego przyjaciół. Co więcej, obrazuje, jakie elementy stanowią o jej wielkości: wierność człowiekowi - nie pozostawili człowieka z jego cierpieniem, zależy im na nim, ofiarność - podjęli trud przyniesienia człowieka do Chrystusa, zaangażowanie - nie zrezygnowali mimo wielkiego tłumu, wytrwałość w przeciwnościach. Trud bliskich i ich wiara zdecydowały o zbawieniu tego człowieka. A więc i nasza wiara i nasz trud ma moc zbawiania innych. Trzeba sobie zadać teraz pytanie: kogo ja przyniosłem dzisiaj do Jezusa? Jaki ze mnie bohater? W czym mogę naśladować owych czterech, którzy przynieśli sparaliżowanego do Pana? Jaka jest moja troska o innych wyrażona w modlitwie za nich? Samemu przecież trudno dotrzeć do Boga. Trzeba na tę drogę zabrać kogoś bardziej potrzebującego ode mnie. Zresztą sam Bóg tak łączy ludzi, że niejako w sposób naturalny jeden dźwiga drugiego. Błogosławiony człowiek, który myśli o biednym - słyszeliśmy w psalmie. Wspaniała żona i mąż pijak, z którym nie można wytrzymać. Dobrzy rodzice i wyrodny syn. Oddany nauczyciel i nieznośny uczeń. Chora matka, bezrobotny ojciec, niepełnosprawne dziecko. Itd... samo życie. Trzeba dźwigać. Nie jest to łatwe i często przekracza siły i możliwości jednego człowieka. Trzeba szukać innych do pomocy, ale nie wolno porzucić. Ten ciężar trzeba dźwigać aż do bram nieba, aż za bramę nieba. Ale przecież jest nas tutaj wiele. Nie jesteśmy tłumem tylko wspólnotą. Wszystko zależy od trudu, jaki podejmiemy dźwigając innych i od naszej wiary, która decyduje o skuteczności ludzkich wysiłków. Dźwigający paralityka nic nie mówili, o nic nie błagali. On sam również nic nie mówił - może nie mógł mówić jako sparaliżowany lub w ogóle nie wierzył - ale ci, którzy go nieśli wierzyli. Jezus widząc ich wiarę dokonał cudu. A my często za dużo mówimy, a za mało wierzymy we wszechmoc Boga, w to, że On wszystko może. Przedstawmy dziś Bogu nasze prośby. Razem z chlebem złóżmy na patenie sprawy naszych bliskich, znajomych i z wiarą, na jaką nas stać, zanieśmy je do Boga. On zaś widząc naszą wiarę, wiarę całego Kościoła przyjdzie nam z pomocą, wszak nie przyszliśmy się tu namodlić, ale spotkać. Ks. Stanisław Molendys |
|||
| (c) 2002 szablon Alleluja!pl na liczniku zapisałem już 327636 dusz
|
|||